poniedziałek, 3 listopada 2014
Spotkałam swojego idola... cz.2
Następnego dnia rano byłaś bardzo zmęczona i niewyraźna, miałaś katar i bolała cię głowa. Uznałaś że dziś nie idziesz do szkoły, wzięłaś telefon do ręki i uświadomiłaś sobie, że wczoraj go nie dotykałaś. Leżąc przeglądałaś spis połączeń i po minucie spostrzegłaś że 5 razy dzwonił do Ciebie jakiś obcy numer. Byłaś ciekawa i uznałaś, że dziś zadzwonisz pod ten numer. Wstałaś z łóżka, poszłaś do łazienki, a następnie udałaś się do kuchni. Podeszłaś do lodówki, na której była przypięta kartka z napisem "Jak wstaniesz zadzwoń do mnie. Mama" Otworzyłaś lodówkę i zobaczyłaś cudowny torcik ze zdjęciem Dawida.
-O Bosz...-krzyknęłaś-Dziś są moje urodziny, zapomniałam. Wzruszona tak pięknym prezentem, zaczęłaś płakać jak dziecko, usiadłaś na podłodze i przyglądałaś się temu... Był to najpiękniejszy dzień w Twoim życiu. Po 15 minutach zapatrzenia w cudowny tort pobiegłaś na górę po komórkę. Z telefonem dzwoniąc do mamy już szłaś na dół, ogarnął Cię strach, cofnęłaś się dwa schodki w dół, bo światło było zgaszone choć zostawiłaś je włączone. Na stole była zapalona świeczka, zeszłaś jeden stopień niżej i nagle BUUM!
***
Twoi rodzice, przyjaciele oraz Kwiatonators byli u Ciebie w domu. W szoku potrząsnęłaś głową, by upewnić się że to nie sen. Wszyscy zaśpiewali Ci "Sto Lat" i ogólnie przytulali Cię i wgl. Byłaś zachwycona, lepszych urodzin mieć nie mogłaś, poszłaś na górę przepraszając gości, by się ubrać. Schodząc usłyszałaś dzwonek do drzwi, wszyscy nagle zamilkli, podeszłaś do drzwi, otworzyłaś a w nich stał.... DAWID KWIATKOWSKI we własnej osobie, a tuż za nim Twoja PRZYJACIÓŁKA. Zaczęłaś płakać ze szczęścia, nie mogłaś nic powiedzieć tylko patrzyłaś jak głupia na Dawida.
-Nie płacz *Twoje imię* nie podoba Ci się że tu jestem? - spytał czule- Chcesz to mogę iść, tam w samochodzie czekają, aż mnie wpuścisz, żeby mogli wejść-zaśmiał się.
-CO?!?!?!?!- krzyknęłaś- KTO TAM JEST???
-Hm... zgadnij-powiedział tym swoim słodkim głodem i Cię przytulił, a ty wychylając się z Jego ramienia zobaczyłaś Saszan i Patryka K. Znów zaczęłaś płakać, cały czas myślałaś że to tylko zajebisty sen z którego zaraz się wybudzisz. Razem z całą ekipą weszliście do salonu, na podłodze leżało z 20 prezentów ładnie opakowanych.
-O...Jezu- wykrztusiłaś- DZIĘKUJĘ WAM WSZYSTKIM,JESTEŚCIE NAJLEPSI!!
-Spokojnie, dasz radę no chyba że nie chcesz jechać na zlot w Warszawie?-śmiała się mama.
-Co? Naprawdę mogę? Boże, dziękuję.-podbiegłaś do rodziców i ich przytuliłaś.
Tak trwał dzień, za który dziękowałaś Bogu za to że żyjesz i masz najlepszych przyjaciół po słońcem.
To już koniec scenariusza, mam nadzieję że czytaliście i się podobał.
I ♥ Kwiatonators.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz